W Paryżu Johnny Hallyday nigdy nie jest zbyt daleko. Wystarczy podnieść wzrok ku tablicy pamiątkowej, zajrzeć do drzwi sali koncertowej, by ujrzeć fragment jego życia na nowo. Zanim nadeszły wielkie stadiony, motory, gitary i imponujące koncerty, był jednak młody chłopak o imieniu Jean-Philippe Smet. Jego paryska historia zaczyna się na skromnej uliczce w 9. dzielnicy i kontynuuje w rockowych świątyniach, na dużych studiach nagraniowych i w najbardziej imponujących salach stolicy. Idealny spacer, by krok po kroku śledzić narodziny idola.
Zanim pojawił się Johnny, był więc Jean-Philippe. Przyszły piosenkarz spędza część dzieciństwa pod adresem 13, rue de la Tour-des-Dames, w 9e arrondissement, u ciotki Hélène Mar i jego kuzynów Desta i Menen. W tym świecie pełnym artystów, tancerzy i przedstawień młody chłopiec bardzo wcześnie odkrywa zamiłowanie do sceny. Zostaje także naznaczony przez Lee Hallidaya, partnera jego kuzynki Desta, amerykańskiego artystę, który karmi jego wyobraźnię. Jego pseudonim sceniczny będzie właśnie inspirowany tym nazwiskiem, do którego potem dopisano drugi „y” z powodu błędu ortograficznego. Dziś na eleganckiej i spokojnej tej ulicy znajduje się pamiątkowa tabliczka upamiętniająca obecność piosenkarza.
Le Golf-Drouot: kiedy Paryż odkrywa rock’n’rolla
Następnie kierujemy się na ulicę Drouot, kilka minut spacerem. To tam mieścił się legendarny Golf-Drouot, często nazywany świątynią francuskiego rocka. Początkowo miejsce to było miniaturowym polem golfowym ulokowanym nad kawiarnią. Jednak pod koniec lat pięćdziesiątych kije golfowe zaczęły ustępować miejsca płytom amerykańskim, gitarom elektrycznym i młodym ludziom, którzy marzyli o podobieństwie do Elvisa Presley’a.
Johnny otaczał swoją obecnością całą generację przyszłych artystów. Eddy Mitchell, Dick Rivers i wielu początkujących zespołów również przewijało się przez tę salę, która stała się legendą. Przychodzono tu, by posłuchać utworów wciąż rzadkich we Francji, brać udział w konkursach i tańczyć rocka. Golf-Drouot nie istnieje już dziś, ale tablica upamiętnia jego dawne miejsce, pod adresem 2 rue Drouot.
Niedaleko stąd podróż kontynuuje się w l’Olympia. Dla Johnny'ego Hallydaya ta sala to coś więcej niż tylko etap: towarzyszy praktycznie całej jego karierze. Występuje tu już na początku lat sześćdziesiątych i regularnie do niej wraca. L’Olympia staje się jednym z miejsc, gdzie fenomen Johnny nabiera prawdziwego rozmachu.
Sala pozostaje jednak stosunkowo kameralna w porównaniu z stadionami, które wypełni później. Olympia wyznacza tym samym przełom. Chłopak z rue de la Tour-des-Dames nie jest już tylko idolem młodzieży. Na stałe wpisuje się w grono największych postaci francuskiej piosenki.
Zdejmijmy błysk reflektorów i przenieśmy się na 20. dzielnicę do studio Davout, kolejnego legendarnego miejsca paryskiej muzyki. Przez dziesięciolecia to studio gościło niezliczonych artystów zarówno z Francji, jak i z zagranicy. Jego wielka sala i znakomita akustyka pozwalają na nagrania zarówno orkiestr, jak i płyt popowych czy rockowych.
Johnny Hallyday pracował tam również w swojej karierze. Często mówi się, że jego nagrania były prowadzone z niemal instynktowną energią. Studio Davout zamknęło podwoje w kwietniu 2017 roku, kilka miesięcy przed śmiercią tej słynnej gwiazdy rocka.
Kiedy dociera do Bercy, Johnny podnosi poprzeczkę. Pałac Wielofunkcyjny staje się jednym z jego ulubionych miejsc i tłem licznych koncertów. Tu nie chodzi o to, by ograniczyć się do mikrofonu postawionego na środku sceny. Johnny uwielbia efektowne wejścia, motocykle, pomosty, płomienie, gigantyczne ekrany i scenografie, które potrafią przemienić salę koncertową w prawdziwe kino. Z każdą trasą jego widowiska stają się coraz bardziej ambitne. Technikom czasem trzeba dokonać prawdziwych wyczynów, by urzeczywistnić jego pomysły.
Parc des Princes: triumfalne wejście w erę stadionów
W 1993 roku Johnny Hallyday obchodzi swoje pięćdziesiąte urodziny na Parc des Princes. Z tej okazji nie robi nic na pół gwizdka. Jego wejście przeszło do legendy: artyście udaje się przedarć się przez tłum, by dotrzeć na scenę. Koncert szybko staje się jednym z najważniejszych momentów jego kariery. Widowisko jest potężne, a jednocześnie opiera się na prostej idei: Johnny świętuje urodziny w otoczeniu publiczności.
Po Parc des Princes Johnny widzi jeszcze większe możliwości. W 1998 roku inwestuje w Stade de France, które kilka miesięcy wcześniej zostało otwarte. Koncerty muszą jednak mierzyć się z kapryśną pogodą. Niektóre terminy zostają przeniesione z powodu silnych opadów, ale Johnny ostatecznie pojawia się na scenie, by dać widowisko monumentalne.
Jego lądowanie helikopterem to nadal jeden z najsilniejszych obrazów tych koncertów. Zawieszony nad sceną pojawia się w powietrzu, by potem dołączyć do publiczności. Johnny powrócił następnie na Stadion Stade de France, m.in. w 2009 roku, podczas trasy ogłoszonej jako pożegnanie ze sceną. Obietnica, którą ostatecznie ciężko mu było spełnić: gdy kocha się koncerty aż tak, odłożenie mikrofonu na zawsze nie jest takie proste.
9 grudnia 2017 roku Paryż zmienia oblicze. Kilka dni po śmierci Johnny’ego Hallydaya tłum gromadzi się, by oddać mu ostatni hołd. Korpus pogrzebowy sunie w dół Champs-Élysées, w towarzystwie kilkuset motocyklistów. Przez całą trasę zgromadzeni oklaskują, śpiewają i wywieszają portrety. Niektórzy przybyli z daleka, by pożegnać tego, czyje piosenki towarzyszyły im w młodości, w miłości — i podczas podróży samochodem.
Uroczystość kontynuuje się w kościele La Madeleine, w obecności jego rodziny, przyjaciół, licznych osobistości i przedstawicieli państwa. Tego dnia stolica składa hołd nie tylko piosenkarzowi. Oddaje cześć artyście, który na trwałe zapisał się w zbiorowej pamięci.
Od 2021 roku plac przed Paris-Bercy nosi nazwę Esplanade Johnny-Hallyday. Wybór miejsca wydaje się oczywisty: Bercy zajmował centralne miejsce w karierze piosenkarza. Esplanada mieści także dzieło Bertranda Laviera zatytułowane « Quelque chose de… », ukłon w stronę słynnej piosenki Quelque chose de Tennessee.
Wbrew temu, co niektórzy odwiedzający sobie wyobrażają, nie chodzi o posąg przedstawiający Johnny’ego. Dzieło składa się z gigantycznego gryfu gitary zwieńczonego motocyklem Harley‑Davidson należącego do samego wokalisty. Podczas instalacji wzbudziło mieszane reakje. Niektórzy wielbiciele woleliby bardziej klasyczną prezentację swojego idola. Inni zaś docenili ten symboliczny wybór, łączący dwa nierozerwalne elementy jego wizerunku: rock i motocykl.
Dziś fani regularnie odwiedzają to miejsce, składają hołd, przynoszą kwiaty lub robią zdjęcia. Droga może więc zakończyć się właśnie tutaj, przed tą dziwną gitarą wzniesioną ku niebu.
Z spokojnej rue de la Tour-des-Dames na ogromne sceny Stade de France, Paryż ukazuje całą drogę rozwoju Johnny’ego Hallydaya. Od dziecka otoczonego artystami, przez gwiazdę rocka, po postać cieszącą się popularnością znacznie wykraczającą poza samą muzykę. To podróż pełna wspomnień, z w tle brzmieniem kilku akordów gitary.
Ta strona może zawierać elementy wspomagane przez SI, więcej informacji tutaj.















































