Nazywano go Robin Hoodem: mroczny, lecz daleki mit.

Przez Julie de Sortiraparis · Zaktualizowane 30 czerwiec 2026 o 19:07
W filmie On l’appelait Robin des Bois Michael Sarnoski prezentuje mroczną reinterpretację mitu z Hugh Jackmanem. To film pod względem formalnym zachwycający, lecz przekonuje bardziej atmosferą niż samą fabułą.

Nazywano go Robin Hoodem wchodzi do polskich kin 1 lipca 2026 roku. W reżyserii Michael Sarnoski, ten film akcji, przygodowy i thriller odświeża mit Robina Hooda w mroczniejszej wersji, z udziałem Hugh Jackmana, Jodie Comer i Bill Skarsgårda.

Nazywano go Robin Hoodem
Film | 2026
Premiera w kinach: 1 lipca 2026
Akcja, przygoda, thriller | Czas trwania: 2h02
Reżyseria: Michael Sarnoski | Scenariusz: Michael Sarnoski
W rolach: Hugh Jackman, Jodie Comer, Bill Skarsgård
Tytuł oryginalny: The Death of Robin Hood
Kraj pochodzenia: Stany Zjednoczone
Dystrybucja we Francji: Metropolitan FilmExport

Film odchodzi od tradycyjnego wizerunku popularnego mściciela i skupia się na starzejącym się Robinie Hoodzie, nawiedzanym przez przeszłość i naznaczonym życiem przestępstw i przemocy. Zwiastun kreśli ton mroczny, koncentrując się na końcu drogi tej postaci, a nie na typowej, heroicznej przygodzie.

W filmie On l’appelait Robin des Bois Robin zostaje uznany za martwego po pojedynku, który myślał, że będzie jego ostatni. Zostaje uratowany przez tajemniczą kobietę i dostaje ostatnią szansę na odkupienie. Opowieść opiera się więc na prostym pytaniu: co zostaje z bohatera, gdy legenda ustępuje miejsca konsekwencjom jego czynów?

Nasza opinia o filmie On nazywał się Robin Hood

Pierwszy szok wywołany przez On nazywał się Robin Hood to jego surowa, bezpośrednia przemoc. Bezlitosna, prosta, niemal przesadna — od razu daje do zrozumienia, że Michael Sarnoski nie szuka tu chwały bohatera Sherwood, lecz chce zajrzeć w jego ruiny.

Wyreżyserowany i napisany przez Michaela Sarnoskiego On nazywał się Robin Hood, francuska tytułowa wersja The Death of Robin Hood, wchodzi do kin we Francji 1 lipca 2026 roku. Hugh Jackman wciela się w starzejącego się Robina Hooda, zmęczonego życiem przestępcy i przemocy, zostaje uznany za umarłego, po czym zostaje uratowany przez tajemniczą kobietę graną przez Jodie Comer. Wokół nich pojawia się także obsada: Bill Skarsgård, Murray Bartlett i Noah Jupe.

Film przyjmuje jasną ideę: zdemaskować mit wspaniałomyślnego mściciela, by powrócić do człowieka dręczonego tym, co zrobił. Ten Robin nie jest już jasną legendą, tylko zmęczone ciało, były ‘safecracker’, którego ewentualna odkupienie przechodzi przez milczenie, ból i wymazanie. Na papierze taki ponury kierunek ma potencjał intrygować, zwłaszcza w epoce, w której bohaterskie postacie często są poddawane ponownej refleksji w kontekście ich mrocznych stron.

My osobiście pozostajemy jednak podzieleni co do tego, co ta reinterpretacja wnosi faktycznie do postaci. Zamiar ukazania krwawego Robin Hooda zamiast heroicznego wodza to efekt przeciwstawny, ale sama opowieść nie zawsze potrafi wyjść poza ten zamysł. Postać wciąż jest trudna do polubienia, mało przystępna, a przywiązanie, które zdaje się rozwijać w nim kapłanka, nie zyskuje dramatycznej oczywistości. Taka odległość ogranicza emocje, nawet gdy film próbuje tworzyć za pomocą powolności przestrzeń żalu i naprawy.

Najbardziej imponuje jednak formą. Kadry są wyraźnie przemyślane, dbałość o detale widać w twarzach, materiałach, zranionych ciałach i naturalnych pejzażach. Praca dźwiękowa, podparta prymityczną muzyką, buduje surowe, organiczne, niemal sacralne średniowiecze. Nawet skrajnie brutalne początki mają siłę plastyczną, bo zdają się być zaplanowane w kadrze, dźwięku i ruchu.

Jednak ta piękno nie zawsze wystarcza, by nakarmić treść. Po brutalnym otwarciu film zwalnia, staje się powolny, refleksyjny, żałobny. Taka slow cinema nie jest z natury wadą — towarzyszy projektowi bohatera na końcu drogi. Istnieje jednak ryzyko, że zostanie odtrącony przez widzów oczekujących silniejszego rozwoju dramatu lub prawdziwej reinwencji mitu. Ogląda się film do końca bez większej nudy, ale pozostaje przede wszystkim silne doświadczenie estetyczne, a nie trwała emocja ani refleksja.

Film kieruje się bardziej do widzów pociągających przez mroczne reinterpretacje postaci mitologicznych, opowieści o poczuciu winy, zachodnie cierpiące i dramaty odkupienia. Miłośnicy przemyślanej reżyserii, surowych, mineralnych atmosfer i brutalnie surowych propozycji średniowiecznych znajdą tu wyjątkowe doświadczenie.

Będzie mniej odpowiedni dla tych, którzy oczekują familijnego, bohaterskiego lub dynamicznego kina przygodowego, a także dla widzów poszukujących sympatycznego, romantycznego Robina Hooda w klasycznym sensie. Najbardziej wrażliwi na frontalną przemoc na początku lub na bardzo kontemplacyjne opowieści mogą również pozostawać z dala od niego.

On nazywał się Robin Hood pozostaje więc spójną propozycją w swoim odrzuceniu jasnego mitu, ale niepełną w zdolności przekształcenia tego pomysłu w emocję. Film wizualnie oszałamia, wciąga dzięki dźwiękowi i fakturze, ale jego mrok pozostawia po sobie mniej śladów niż obrazy.

Zwiastun filmu Nazywano go Robin Hood

Oficjalny zwiastun ukazuje mroczniejszą, bardziej dojmującą interpretację Robina Hooda, skoncentrowaną na bohaterze dręczonym przeszłością i stojącym przed ostatnią szansą odkupienia.

Aby przedłużyć wrażenia z seansu w kinie, zajrzyj do kinowych premier miesiąca lipca, filmów, które warto zobaczyć teraz oraz naszego wyboru filmów akcji roku.

Ta strona może zawierać elementy wspomagane przez SI, więcej informacji tutaj.

Przydatna informacja

Daty i harmonogramy
Z 1 lipiec 2026

× Przybliżone godziny otwarcia: w celu potwierdzenia godzin otwarcia należy skontaktować się z obiektem.
    Uwagi